Kredyt na rynku pierwotnym i wtórnym
 Oceń wpis
   

Porównując oferty mieszkań z rynku pierwotnego i wtórnego kupujący biorą pod uwagę kilka istotnych elementów - standard, ceny, dodatkowe koszty. Przed podjęciem decyzji warto także wiedzieć, jakie rozbieżności można napotkać w procedurach kredytowania takich nieruchomości. Dobrze jest zdawać sobie z nich sprawę, aby później uniknąć zaskoczenia.


Mieszkanie z drugiej ręki

Procedura kredytowania na rynku wtórnym jest mniej skomplikowana niż na pierwotnym. Osoby, które dokonują zakupu mieszkania z drugiej ręki otrzymują jednorazową wypłatę pełnej kwoty kredytu. Nie muszą też przedstawiać tak wielu dokumentów. Przy składaniu wniosku kredytowego trzeba się jednak liczyć z wyceną rzeczoznawcy. Ma on za zadanie oszacować wartość nabywanej nieruchomości. Zdarza się niestety, że według jego wyceny mieszkanie warte jest mniej, niż życzy sobie za nie zbywca i bank nie będzie chciał udzielić kredytu na kwotę, o jaką ubiega się klient.

Dobrze wiedzieć, że po wypłacie pieniędzy, do momentu uprawomocniena wpisu hipoteki na rzecz banku w księdze wieczystej obowiązuje tzw. okres przejściowy. Banki starają się w tym czasie dodatkowo chronić przed utratą zabezpieczenia wypłaconego kredytu. - Podstawowym zabezpieczeniem jest tzw. ubezpieczenie pomostowe kredytu. Najczęściej wiąże się ono z podniesieniem oprocentowania o 1- 1,5% kredytu do momentu wpisu hipoteki. W przypadku kredytu w wysokości 300.000 PLN wzrost oprocentowania o 1 p.p. powoduje wzrost raty o około 200 PLN – wyjaśnia Robert Wasilewski, z portalu Hiponet.

Mieszkanie od dewelopera

Inaczej niż na przy zakupie od dewelopera wygląda proces udzielania i wypłaty kredytu na rynku wtórnym. Decydując się na takie mieszkanie jedną z pierwszych czynności powinno być sprawdzenie rzetelności dewelopera. Brzmi to dosyć banalnie, ale bank będzie tego wymagał od kredytobiorcy. Pociąga to zaś za sobą konieczność przedstawienia dodatkowych dokumentów - W przypadku kredytowania mieszkania na rynku pierwotnym banki z reguły wymagają odpisu z księgi wieczystej nieruchomości, na której realizowana jest inwestycja, umowy przedwstępnej dokładnie określającej standard wykończenia lokalu oraz harmonogramu postępu robót budowlanych i związanych z tym płatności wymaganych od kupującego, pozwolenia na budowę, a w przypadku zakończenia inwestycji pozwolenia na użytkowanie. W sytuacji gdy deweloper realizując inwestycję posiłkuje się kredytem  dodatkowo w grę wchodzi zgoda banku, który udzielił kredytu inwestycyjnego na bezobciążeniowe wyodrębnienie lokalu w przypadku jego sprzedaży klientowi. Oprócz tego deweloper będzie musiał przedstawić dokumenty rejestracyjne firmy - aktualny wypis z rejestru KRS lub działalności gospodarczej – mówi Robert Wasilewski.

Cechą charakterystyczną przy zakupie nieruchomości na rynku pierwotnym jest to, że kredyt hipoteczny wypłacany jest w transzach, podobnie jak podczas samodzielnej budowy domu. Ich wysokość i czas wypłaty kolejnej ustalane są przez dewelopera, w zależności od postępu prac budowlanych. Przed wypłatą następnej transzy bank może zechcieć skontrolować postęp prac na placu budowy. Należy pamiętać, że inspekcje te mogą być dodatkowo płatne. Ich ceny wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Dobrą wiadomością jest natomiast to, że do momentu zakończenia prac obowiązuje karencja w spłacie kredytu. Oznacza to, że kredytobiorca spłaca w tym czasie jedynie część odsetkową, a nie całe raty i tylko od wykorzystanej kwoty kredytu.

Kolejną ważną kwestią jest fakt, że w przypadku mieszkań na rynku pierwotnym wydłuża się okres przejściowy, a co za tym idzie czas trwania ubezpieczenia. Tym samym zwiększają się jego koszty. - Wiąże się to głównie z całym procesem inwestycyjnym: czasem potrzebnym deweloperowi na wybudowanie budynku, uzyskaniem odbiorów technicznych i zgody na użytkowanie, wreszcie uzyskaniem zgody na użytkowanie budynku, zaświadczenia o samodzielności lokalu. Dopiero wtedy deweloper może przenieść własność mieszkania na klienta, a od aktu notarialnego do momentu założenia księgi wieczystej i wpisania hipoteki też upływa jakiś czas – przeciętnie 2-3 miesiące – tłumaczy Robert Wasilewski, Hiponet

Cechy wspólne

Mieszkania z rynku pierwotnego i wtórnego mają także cechy wspólne - zazwyczaj wymagają remontu lub wykończenia. Ubiegając się o kredyt hipoteczny, bank może udzielić pożyczki także na ten cel, gdyż jako wartość zabezpieczenia przyjmuje on cenę nieruchomości po jej wykończeniu. Z kredytu hipotecznego nie można sfinansować jednak wszystkich wydatków na urządzenie mieszkania, takich jak przenośne meble, czy sprzęt RTV. - W większości banków można natomiast uzyskać kredyt na zabudowę kuchni, wbudowany sprzęt kuchenny AGD, zabudowane szafy wnękowe, wyposażenie łazienki takie jak wanna, kabina prysznicowa, umywalka, sedes czy bidet – mówi Paweł Stola, analityk Hiponet.pl. Tu także występują jednak pewne różnice - W przypadku zakupu mieszkania od dewelopera kwota na wykończenie będzie mogła być uruchomiona po odbiorze technicznym mieszkania, jeszcze przed aktem notarialnym. Przy zakupie mieszkania używanego, wypłata nastąpi po akcie notarialnym – wyjaśnia Paweł Stola.

Przygotowując się do zakupu mieszkania dobrze jest więc być świadomym kilku podstawowych różnic w kredytowaniu nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym. – Podsumowując, w przypadku tego pierwszego zazwyczaj wymagana jest większa ilość dokumentów (dotyczących dewelopera, jak i samej inwestycji), okres obowiązywania ubezpieczeń pomostowych jest dłuższy (co wiążę się z większymi kosztami kredytu) – mówi Wasilewski - Dodatkowo w przypadku kredytowania mieszkania na rynku pierwotnym, sam okres wypłaty kredytu wydłuża się, najczęściej wypłata następuje w kilku transzach, co może wiązać się z kilkoma inspekcjami pracownika banku, który sprawdza zaawansowanie robót budowlanych i co również może mieć wpływ na dodatkowe koszty. I ostatnia rzecz – zapłata w ratach wiąże się z większą ilością wizyt kredytobiorcy w banku, który musi dać dyspozycję uruchomienia kolejnej transzy.

Kredyt z dopłatami może nas drogo kosztować
 Oceń wpis
   

Kredyty z dopłatą cieszą się coraz większą popularnością. Wykorzystują to niektóre banki i coraz mocniej windują prowizje. W efekcie kredyt w programie Rodzina na swoim może być droższy od kredytu walutowego, czy złotowego - wynika z wyliczeń opublikowanych w "Gazecie Prawnej".

"Uzyskanie kredytu hipotecznego z dopłatą z budżetu nie gwarantuje, że kredyt ten będzie tani. Państwo przez osiem lat zobowiązuje się spłacać połowę należnych odsetek, ale tę oszczędność w niektórych bankach pożerają wyższe marże i prowizje. Wszystko zależy od polityki banku.", pisze dziennik.

"Najtańsze są kredyty z dopłatami udzielane przez banki spółdzielcze – wynika z zestawienia przygotowanego dla GP przez serwis Comperia.pl. – Bank spółdzielczy zna swoich klientów, przez co zmniejsza się nasze ryzyko kredytowe. Nie brakuje nam też pieniędzy na akcję kredytową. Kiedy startowaliśmy do programu, oferowaliśmy dokładnie takie same parametry kredytowe, jakie obowiązują u nas obecnie – mówi Piotr Matwiej z banku BPS.", czytamy.

"Przy kredycie w wysokości 300 tys. zł, udzielonym na 30 lat, miesięczna rata w banku spółdzielczym może wynosić ok. 950 złotych. W większości banków komercyjnych kwota miesięcznej raty jest o 250–300 złotych wyższa. Rekordzistą jest DomBank, w którym osoba, która wzięła kredyt z dopłatami tej samej wysokości, zapłaci prawie dwa razy więcej niż w banku spółdzielczym (1865 zł). W efekcie na rynku można znaleźć nie tylko oferty kredytów walutowych, które są tańsze od najdroższego kredytu złotowego z rządową dopłatą (o 350-400 złotych miesięcznie), ale nawet kredytów złotowych bez jakiejkolwiek dopłaty (tańsze o 135 zł miesięcznie).", wynika z obliczeń dziennika.

Szczegóły w  "Gazecie Prawnej" w artykule "Kredyt z państwową pomocą może nas drogo kosztować" autorstwa Romana Grzyba.

Refinansowanie kredytów mieszkaniowych nie opłaca się
 Oceń wpis
   

W związku z ostatnim dużym wzrostem marż kredytów hipotecznych w ostatnim czasie, przestało się opłacać refinansowanie kredytu. Przeniesienie do innego banku może oznaczać wzrost raty kredytu jest też obciążone dodatkową prowizją.

„W przypadku kredytów złotowych najwyższą marżę proponuje w tej chwili mBank - sięga ona 3,3 proc. W innych bankach trzeba zapłacić co najmniej 1,35 proc. Przy kredytach frankowych najwyższa marża jest w GE Money - 4,15 proc. W innych instytucjach finansowych jest tylko nieznacznie mniej. Warto przypomnieć, że przed rokiem średnia marża przy kredytach walutowych wynosiła 1 proc., czyli obecnie jest prawie czterokrotnie wyższa”, czytamy w „Gazecie Prawnej”.

W ostatnim czasie raty kredytów hipotecznych spłacanych w złotych obniżyły się na skutek spadku stawki Wibor. Kredytobiorcy spłacający kredyty denominowane nie odczuwają jednak tak wyraźnie spadku swoich miesięcznych obciążeń. Jest to związane ze wzrostem najpopularniejszej waluty tego typu kredytów, franka szwajcarskiego. Jego kurs wzrósł od września o ok. jedną trzecią, niwelując spadki Liboru.

Więcej na ten temat we wczorajszej „Gazecie Prawnej”, w artykule Romana Grzyba „Nie opłaca się przenoszenie kredytu hipotecznego do innego banku”.

Także z refinansowaniem kredytów mieszkaniowych trzeba jeszcze zaczekać.

 

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |